niedziela, 10 kwietnia 2016

Recenzje...#7


"Julie&Julia" Julie Powell
Wyd. Świat Książki, 317 str.
Ocena:5/5

"Julie, sekretarka dusząca się w nudnej pracy i maleńkim
mieszkaniu w Nowym Jorku, regularnie płacze w drodze do domu.
Niezrealizowana aktorka , za stara na scenę, za młoda na dzieci
i zbyt niezdecydowana na cokolwiek innego , szuka jakiegoś wyzwania.
I znajduje.
Ryzykując małżeństwo, pracę i dobrobyt swoich kotów,
wymyśla coś, co nazywa Projekt Julie/Julia.
Inspiracją jest odnaleziona przez nią na półce w gabinecie ojca
książka Doskonalenie francuskiej sztuki kulinarnej.
Julie postanawia wypróbować 524 przepisy z książki w 365 dni. [...]"

>Czy odnalazłaś w sobie pasję?
Czy starasz się ją rozwijać?
Ile dajesz z siebie, aby się doskonalić?<

Spotkanie z tą książką było przypadkowe, ale to nie dlatego, że nic o tej książce nie wiedziałam. Jest to moja ulubiona historia, która została rozpoczęta, gdy na pierwszym roku studiów wypożyczyłam książkę: "Moje życie we Francji" Julii Child. Potem natknęłam się na film, który został zekranizowany po napisaniu książki przez imienniczkę Julii, która wprowadziła pewien plan w życie i w 365 chciała wypróbować 534 przepisy. Całą przygodę opisywała na swoim blogu :)
A ja się po prostu zakochałam <3 <3 <3

Tym samym mogę porównać ekranizację z książką, co na pewno zrobię, bo jak wiadomo te obydwie materie zazwyczaj się od siebie różnią. Wszystkie historie przedstawione w książce nie mogę się znaleźć w filmie, chyba, że w serialu. Tym razem było tak samo.

Książka nie jest spokojna, stonowana, chronologiczna, nie prowadzi nas za rękę po stronicach i nie tłumaczy co, jak i dlaczego? My- czytelnicy, przed przystąpieniem do lektury musimy usiąść wygodnie w fotelu, tak aby podczas czytania po prostu nie sturlać się na dywan. 

"[...] czytając przepisy Doskonalenia francuskiej sztuki kulinarnej- dziecinnie proste, ambitnie złożone, magiczne i uspakajające- pomyślałam, że tak mogłaby wyglądać modlitwa. Pokrzepienie połączone z oczekiwaniem i pragnieniem. Ta książka była jak swawolna Biblia."

Historia wciąga od pierwszej kartki. Jesteśmy wrzuceni pomiędzy Julię Powell i Julię Child, a gdzieś w tle rozbrzmiewają głosy ulic, sprzedawców, coś, gdzieś przypala się na ogniu, a ktoś inny bardzo drobno sieka zieleninę.
Nie ma ani minuty przerwy. Razem z główną bohaterką biegniemy przez Chinatown w poszukiwaniu krabów i razem z nią denerwujemy się, gdy boeuf bourguignon piecze się przez całą noc w piekarniku, aż do samego zwęglenia.

Przeżywamy wszystkie wzloty i upadki, na co pozwala nam bogaty język Julie, którym ubarwia każdą historię. Nie jest to spokojna istotka, która grzecznie stosuję się do wszystkich rad. Oczywiście, wszystkie przepisy PRÓBUJE przygotować tak, aby były doskonałe... lecz jest tylko człowiekiem... o wielkim temperamencie.

-O, cholera!
Jestem już biegła w tłumaczeniu przekleństw Erica [...]
-O, cholera.
-Właśnie.
Popędziłam do schowka po wiadro, ale okazało się za duże [...] i podstawiłam ją pod rurę, bluzgającą wysoko fontannę wody. [...]
-Gdzie jest zawór wody?- zawył Eric, przekrzykując ryk katarakty.
-Mnie pytasz? Myślałam, że po to Cię tu trzymam!"

Książka jest poprzetykana listami Paula, męża Julii Child, który opisuje jak poznał Julię, co z nią przeżywał, jaką była jego wielką miłością. To wszystko dodaje smaczku całej historii z gotowaniem.

Jednakże, tak jak zwykle bywa, książka bardzo różni się od filmu. W ekranizacji możemy poznać bystrą, zaradną (na ile to możliwe) Julię Powell, która ma "dryg" do gotowania. Już przed przystąpieniem do realizacji Projektu Julie&Julia 
możemy zauważyć, jak jej mąż Eric pochłania smakowitości, które są przez nią przygotowane. Dodatkowo w książce jest o wiele więcej "porażek" głównej bohaterki, które nie zostały ujęte w filmie. Nie ma przedstawionych relacji pomiędzy małżeństwem głównych bohaterów, a ich przyjaciółmi i rodziną. Fakt, jest zarysowana relacja: matka-córka oraz problemy w małżeństwie Julie i Erica. Jednakże ekranizacja głównie skupia się na wykonaniu Projektu i gdzieś po drodze gubi sens, zabawę, relację, a co najważniejsze historię na jakiej została oparta książka.

"Co? Że się bzy*****y ? Eric! Śmierdzę pieczenią i niemytym od trzech dni ciałem! Nie ogoliłam nóg! Jutro muszę wstać i iść do pracy, a potem wrócić do tej MELINY i znowu GOTOWAĆ! NIE CHCĘ się kochać! Może już NIGDY NIE ZECHCĘ!"

To co nie wątpliwie daje duży plus książce, to, to, że nie idealizuje głównej bohaterki, nie jest ona aniołem, który potrafi wszystko ugotować. Julie Powell jest zwykłą kobietą, ma dosyć swojej pracy, używa wulgaryzmów, nie wstydzi się mówić o sprawach intymnych, wprowadza nas w zawiłe relacje małżeńskie (swoje i swoich znajomych). Wszystko to dostajemy na tacy :)

Moja ocena to duże 5! Zarówno dla filmu jak i dla książki :)




6 komentarzy:

  1. Książki nie czytałam, mam w planach, zwłaszcza że bardzo podobał i się film i watek kulinarny, który ubóstwiam w tego typu opowieściach :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam okazji czytać, filmu też nie widziałam. Jak utrafię książkę, to może się skuszę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią się z nią zapoznam, jak tylko trafi się taka okazja. :) Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam ten film kilka lat temu i pamiętam, że bardzo mi się spodobał. Akurat włączyłam go sobie na pieczenie świątecznych pierniczków. Nie wiedziałam nawet, że powstał na podstawie książki. W zasadzie z chęcią bym po nią sięgnęła, jeżeli tylko będę miała okazję :>

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja kochana Francja!!!! Muszę sięgnąć:) bardzo mnie o tego zachęciłaś Moniko;D
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie historie :) świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń

Zainspiruj mnie... :)