piątek, 8 lipca 2016

Moja pasja...#7

O ocenianiu książek



Często słyszymy- "Nie oceniaj książki po okładce", a ja się wtedy pytam: "Ale, ale!! Jak to?!". Tak już po prostu mam. Gdy sięgam po książkę musi zaciekawić mnie swoją okładką. Nie musi to być wymuskana "nówka" książka z pięknym różowym tłem i eteryczną kobietą, nie muszą to być czerwone róże, ani błyszczące pantofelki. Częściej sięgnę po zniszczoną książkę... Ale wróćmy do początku....

Aż tak często nie kupuję książek. Moim domem-
To jedna z tych książek, które oczarowały mnie swoją
okładką... szkoda tylko, że treść mnie zawiodła.
BIBLIOTEKA. To tam od najmłodszych lat zaopatrywałam się w książki. To dziadek zaszczepił mi miłość do papierowych literek i to z nim odkrywałam świat wyobraźni.

Na całe szczęście, tak mi zostało do dziś. Owszem, kupuję książki, ale bez przesady- jak dla mnie, nie ma sensu magazynowanie książek w domu. Zdarza mi się kupić coś, co już wcześniej czytałam lub naprawdę chciałabym przeczytać. Jako ta przysłowiowa "sroczka" zwracam dużą wagę na okładkę i nie raz przekonałam się, że to nie jest dobry pomysł, aby kierować się tak próżnym czynnikiem.

Tutaj po lewej stronie jest książka kupiona za śmieszną cenę, a w połączeniu z piękną okładką nie mogłam się łudzić, że jej nie kupię... potem wyszło, jak wyszło.

W końcu postanowiłam, że w przyszłości będę kupować biografie,
 książki, które już przeczytałam i wiem, że ponownie
 je przeczytam lub te, które wielokrotnie już czytałam.

                            Na mojej liście (NA PILNE: TERAZ) "do kupienia" znajdują się: 
                    

Najgorzej jest w bibliotece... ale jakoś tam potrafię trafić na świetną książkę  nawet jeżeli zwracam uwagę na okładkę :) Ostatnio na grupie facebookowej rozmawiałam z dziewczyną, z którą wymieniałam pogląd na temat okładki: czy ma być piękna, gładka i nowa czy może powinna mieć zagięcia i ślady użytkowania. Tutaj zdania są podzielone. Tak, jak w każdej kwestii cieszę się, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami i jedni lubią to, a inni coś innego ;) Ja oczywiście stoję po stronie tych, którzy lubią, gdy książki niosą ze sobą drugą historię. Chociaż nie raz spotkałam się z bardzo zniszczonymi książkami i zawsze przez myśl przetacza mi się pytanie: JAK TAK MOŻNA?!
Tutaj są dwie książki, które ostatnio adoptowałam:
Nigdy nie zrezygnuję z zerkania na okładkę, nigdy też nowe okładki nie będą mnie bardziej cieszyć niż te zniszczone, nigdy nie będę kupować książek na zapas i "jak leci, bo tanio, bo przecena, bo chcę, bo inni mają". Sugeruję się zdaniem innym, ale nigdy w 100% nie polegam na czyjejś opinii.
Jeśli masz ochotę: weź książkę i ją przeczytaj :)

12 komentarzy:

  1. Przecież to normalne, że każdy zerka na okładki, chociaż zaskakujące jest to jak różnią się 'okładkowe' gusta. Ostatnio rozmawiałam z dziadkiem o literaturze i książkach (widzę, że nasi dziadkowie tak samo uwielbiają czytanie). Przeglądaliśmy razem jego biblioteczkę - która swoją droga liczy naprawdę sporo tytułów - i pokazał mi kilka okładek, które mu się podobają. Większość z nich była minimalistyczna, w twardej porządnej oprawie. Kompletnie przeciwieństwo mnie. Myślę, że gdyby był grafikiem zajmującym się wydawaniem książek większość z nich oprócz tytułu oraz autora nie miałaby nic poza tym ;D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie wielopasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest takie piękne, że różnimy się gustami :) Ja czasem się zastanawiam "dlaczego ta książka, a nie inna..." ale potem sobie mówię "po prostu ma to "coś" w sobie" :) i już z tym nie walczę i nie próbuję zrozumieć :)

      Usuń
  2. Okładka ma za zadanie przyciągnąć naszą uwagę, zdradzić nieco z klimatu książki, zaintrygować, zaciekawić, to naturalne, że poddajemy się tym emocjom, w końcu to jak najbardziej integralna część książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie zgadzam się każdy sam decyduje o to co czyta i to jest piękne. Oczywiście okładki odgrywają dużą rolę. Nie raz jestem Okładkową sroką, ale ciii..
    Czasami tak jest, że okładka piękna i ma się nijak do słabej treści. Ale cóż czasem tak bywa, tak samo jest z brzydkimi okładkami, które czasami zdarzają się arcydziełem. Nawet nie czasami, a często. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też często wybieram książkę po okładce, szczególnie, kiedy wybieram się do biblioteki i nie upatrzę sobie nic wcześniej. Niestety, znam całe mnóstwo świetnych książek, których okładki są mocno słabe (wspominałam o tym przy okazji recenzji "Diabli nadali") i myślę, że w ten sposób książka wiele traci, bo sporo czytelników ją ominie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tak samo, zawsze patrzę na okładkę a później na opis. Chyba, że książka zachwyci mnie swoim opisem lub ktoś mi ją poleci to wtedy nawet najgorsza okładka mnie nie powstrzyma przed przeczytaniem :)ja za to kupuje książki, ale też staram się kupować te które mnie interesują i wiem, że raczej się na nich nie zawiodę. Chociaż mam w swojej biblioteczce serię która okazała się najnudniejsza na świecie (a miała okropną okładkę, chyba czasami okładki idą w parze z nieciekawą treścią :) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka czasem potrafi "wyłonić z tłumu" książkę, która ginie na zastawionym regale. Czasami gdy błąkam się po księgarni za jakąś nową książką i gdy sama nie wiem czego szukam z pomocą potrafi przyjść ... przyciągająca uwagę okładka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma się co oszukiwać, okładka jest ważną częścią książki i każdy w mniejszym lub większym stopniu zwraca na nią uwagę. A co do kupowania książek, to przyznaję się - od czasu do czasu pozwalam sobie na "zakupy na zapas" i kupienie książek poniekąd w ciemno. Częściej jednak robię przemyślane zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę Ci tego, że potrafisz wypożyczać książki z biblioteki i nie masz potrzeby magazynowania ich. Ja niestety tak nie umiem. Jestem typowym chomikiem, który kupuje, zbiera na zapas, głaszcze grzbiety książek na półce, ciągle zmienia ustawienia książek i wprost kipię szczęściem, kiedy przyglądam się swej rosnącej biblioteczce. Pocieszam się, że moje dzieci będą miały cudowne dzieciństwo wypełnione książkami, ponieważ zbieram je od maleńkich lat. Ja również często kieruję się okładką przy kupowaniu książki. W ten sposób nabyłam pozycję "Świąteczny sweter", która stała się moją ulubioną książką ever.

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z Książkowoholizm :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadal korzystam z bibliotek. Mój pokój nie jest z gumy, nie pomieści wielu książek.
    No i błagam, kto nie ocenia książki po okładce? :D
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm, to jest ciekawe pytanie!
    Na pewno tytuł musi być napisany ciekawą czcionką, nie jakąś prostą, ale też nie może być zbyt wymyślna. Najlepiej, żeby była subtelna. W sumie to nie lubię jak na okładce są ludzie. Tzn. mogą być, ale bez twarzy, to dodaje pewnej tajemniczości i pozwala zadziałać wyobraźni.
    Może to słabo zabrzmi, ale jak na naprawdę średnie książki, to saga "Zmierzch" ma dobre okładki, tylko czcionka niespecjalna. A jaka jest idealna okładka według Ciebie? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie, ta okładka ma coś w sobie! :) Mi z takich bardzo subtelnych podoba się okładka "Marzenia Łucji" Doroty Gąsiorowskiej, kolory są tak cudownie miękkie, że aż chce się czytać! Poprzednia część, czyli "Obietnica Łucji" też była utrzymana w tej tonacji.
    Powiem Ci, że ciekawe okładki ma też seria Charlaine Harris "saga o Sookie Stackhouse", nie wiem czy kojarzysz ;>

    OdpowiedzUsuń

Zainspiruj mnie... :)