sobota, 2 lipca 2016

Recenzje...#16

"Obietnica gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley
Wyd. Świat Książki, str. 415,
Ocena: 5/5

Autorka wprowadza nas w świat moralnych i etycznych zobowiązań wobec ludzkiego życia. Sięgając po tę książkę zwróciłam uwagę na jej okładkę, potem na tytuł i na końcu zaciekawił mnie opis książki. Dopiero w domu zobaczyłam, że na przedniej okładce znajduje się dopisek, że jest to książka dla wielbicielek Jodi Picoult, którą ja osobiście niemal ubóstwiam. Jednakże, nie chciałam się zbytnio nastawiać. Ostatnio staram się na "chłodno" i z dużym dystansem podchodzić do wybieranych i czytanych książek, aby nie sugerować się zdaniem innych.

Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony. Historia, która została ukazana naprawdę jest interesująca. Poruszona kwestia życia i śmierci zawsze jest tematem, który potrafi wzbudzić największe emocje. Tym razem mamy do czynienia z Matt'em, którego żona Elle w wyniku wypadku popada w stan śmierci mózgowej. Gdy ma zostać podjęta decyzja o odłączeniu jej od aparatury podtrzymującej życie, na barki Matta spada wiadomość, że Elle jest w ciąży. Żyjący nadzieją Matt postanawia, że dziecko musi zostać uratowane i trzeba przez okres ciąży podtrzymywać życie Elle. Tylko, że z tym głosem nie zgadza się matka Matta, czyli teściowa Elle, brat Elle i bracia Matta. Wszyscy sugerują, że Elle nie chciała długiej i powolnej śmierci, która zabrała jej matkę chorą na raka. Jednak Matt jest pewien, że gdyby Elle wiedziała, że jest w ciąży na pewno chciałaby zostać podtrzymywana przy życiu dla dobra dziecka.

"Hej. Pip.- Pocałowałem Elle w prawy policzek. Jej lewe oko było nadal spuchnięte.- Tęskniłaś za mną? Ja potwornie za Tobą tęsknię. Postaraj się wytrzymać, proszę- wyszeptałem.
Spojrzałem na jej brzuch. Znajdowało się w nim dziecko, które jest częścią Elle i częścią mnie; dziecko, które chciałem kochać, ale pod wpływem żalu wydawało mi się obcą istotą z innego świata. W przeszłości jednak, przy każdej ciąży, Elle brała moją dłoń i kładła ją sobie na brzuchu.
"Hej. - Niemal ją słyszałem.- Przywitaj się z dzieckiem".
Wyciągnąłem dłoń i delikatnie położyłem ją na podbrzuszu Elle.
-Ty też dzieciaku- powiedziałem.- Ty też się trzymaj."

Podzielone zdania jednej, do tej pory zjednoczonej rodziny, trafiają na sędziowski stół. Komisja lekarska nie chce rozstrzygać czy Elle powinna być odłączona od aparatury podtrzymującej życie w momencie, gdy w jej łonie rozwija się dziecko. Matt i jego matka zgłaszają sprawę do sądu, aby tam przedstawić argumenty za i przeciw i aby to sąd zadecydował o życiu i śmierci.

"-Ona nie jest inkubatorem, tylko matką dziecka.
-Skarbie, bądź realistą- odparła mama zdecydowanie mniej bojowym tonem.- To ledwie płód, a nawet gdyby był bardziej rozwinięty, Bóg jeden wie, co się z nim stało wczoraj. Tomografia komputerowa? Rentgen klatki piersiowej? Leki? Nie myślisz logicznie. Jesteś zbyt zdenerwowany.- Mama wyciągnęła otwartą dłoń w oczekiwaniu, że oddam jej testament życia."

Książka porusza kilka bardzo ważnych kwestii, oprócz tego, że traktuje o życiu i śmierci, to zajmuje się miłością matki do dziecka- i na odwrót, przyjaźnią, która jest pomiędzy mężczyznami, ale także mężczyzną i kobietą, chorobą, która pozbawia rodzinę jednego z jej członków, ale także narzuca rodzinie poradzenie sobie z bólem, śmiercią czy rozstaniem. Książka obejmuje szeroki wachlarz problemów, których może sama jeszcze nie dostrzegłam. Może po ponownym przeczytaniu tej książki zauważę kilka kolejnych problemów, tych mniejszych i większych, które przy natłoku informacji zawartych w historii, po prostu mi umknęły.

"Nie mieliśmy się całować na dobranoc, ale pocałowaliśmy się. Jest coś w pierwszej miłości. Jest coś w miłości do kobiety, co nigdy nie przemija. Jest coś w nocnym niebie i w spadających gwiazdach, i w tym, jak Elle promieniała zawsze, gdy na nie patrzyła."

Jedynym minusem, który dostrzegam w tej książce jest to, że zbyt mało realnie została przedstawiona walka pomiędzy Mattem, a jego matką. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko, nie było przedstawionej żadnej analizy, która pokazałaby: dlaczego od razu matka z synem postanowili rozstrzygać tą sprawę w sądzie. Wiadomo, że ich zdanie kompletnie się od siebie różniło, ale można zauważyć, że autorce najbardziej zależało na samej rozprawie i rozterkach rodziny i przyjaciół dotyczących tej kwestii, aniżeli samemu dojścia do momentu, kiedy sprawa trafia do sądu. Może gdyby Matt i matka od samego początku mieli do siebie jakikolwiek uraz, gdyby te rodziny były skłócone, głębsza analiza nie musiałby zostać przytoczona. Ale w momencie, gdy wiem, że jest to kochająca rodzina, która jest zżyta i zewsząd otacza się miłością, nie mogłam zrozumieć nagłego jej rozpadu, bez jakiejkolwiek szansy na rozmowę.

"Była sobie kiedyś dziewczyna, która tak bardzo kochała gwiazdy, że poleciała rakietą..."'

Książka, jak każda inna jest warta przeczytania. Nie jest to lekka historia, którą przeczytacie do poduszki, chociaż na początku takie może sprawiać wrażenie. I uważajcie ... możecie się wzruszyć :)

Również zapraszam do przeczytania mini recenzji na stronie Lubimy czytać

12 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce, ale po opisie i twojej recenzji nabrałam ochoty, żeby po nią sięgnąć. Uwielbiam tego typu książki i czuję, że jak już ją przeczytam, to długo o niej nie zapomnę. Nie będę się jednak nastawiać - sama ją ocenię:)
    Zapraszam do siebie: http://bookwormss-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Już mi się wydawało, że to kolejna mdła powieść, gdzie facet zastanawia się czy już odłączyć swoją ukochaną czy nie, ale ta informacja o ciąży kobiety bardzo mnie zaskoczyła! Wydaje mi się ta pozycja bardzo ciekawa, szczególnie ze względu na fabułę oraz narracje Matta. Czy historia cały czas pisana jest z jego perspektywy? Muszę przyznać, że bardzo lubię, gdy to mężczyzna jest narratorem. Wydaje mi się, że męscy bohaterowie nie wywodzą się o kolorze nieba przez pół godziny, są bardziej rzeczowi i nie zmieniają tak często zdania. Nie słyszałam jeszcze o tej autorce, ale chętnie się zapoznam tym bardziej, iż znalazłam tę książkę za niecałe dziesięć złoty w dyskoncie książkowym. Teraz zastanawiam się czy mama nie wygoni mnie z domu widząc kolejne zakupy ;D
    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Literatura kobieca coraz bardziej mnie do siebie przekonuje. Zwłaszcza kiedy książka porusza ważne i trudne tematy, bo mdłe opisy otoczenia, albo wydumane rozterki bohaterów jakoś do mnie nie przemawiają. Ta książka natomiast może przypaść mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki piękny tytuł aż chciałoby się od razu ją czytać. Ciekawie się treść prezentuje i taka dobra ocena Twoja, aż kusi. Na liście się znajdzie, aby kiedyś była okazja ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest to jedna z piękniejszych książek, jakie czytałam. Moja recenzja o niej może nie jest rewelacyjna, bo to pierwsza jaką napisałam, ale książka jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mocno mnie tą książką zainteresowałaś, z chęcią po nią sięgnę. Wydaje mi się, że powinna to być dla mnie satysfakcjonują lektura. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również nie spotkałam się jeszcze z tą książką. Tematyka rzeczywiście nie jest łatwa, lekka i przyjemna, zdecydowanie skłania do refleksji. Pojawia się wiecznie powracające pytanie "Kto może i ma prawo do decydowania o życiu drugiego człowieka, bądź jego zakończeniu". Tytuł dopisuję do mojej listy i na pewno sięgnę po nią w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej książki, ale Twoja recenzja zainteresowała mnie. No i Jodi Picoult, której książki akurat znam i lubię:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Miłość matki i dziecka, to taki piękny temat :) brzmi ciekawie.
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak tak czytam Twoją recenzję, to faktycznie trochę podobna do "Bez mojej zgody" :) Mi się podobała książka Jodi Picoult o kobiecie, której mąż był aktorem i ją bił, niestety, nie pamiętam tytułu :( A "Obietnicę gwiezdnego pyłu" dodaję do listy oczekujących! :)

    Ja w domu robię czasem sorbety tylko, miksuję ze sobą różne owoce i sprawdzam, co z tego wyjdzie :D W zeszłym roku najbardziej smakował mi arbuz z bananem i nektarynką, rewelacja <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka porusza trudny temat, fabuła wydaje się być interesująca. Już siebie widzę czytającą ta książkę i wylewającą łzy :) zapisuje do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie czytałam wszystkich, 2 albo 3, jedna tak mnie zmęczyła, że dałam sobie spokój i po kolejną (jeszcze) nie sięgnęłam, może z czasem znowu wrócę do tej autorki :)

    Też uroniłam kilka łez, ale książka chyba jednak podoba mi się bardziej niż film :)

    Też lubię, banany ze wszystkim są dobre - takie są fakty :D Ale moimi ulubionymi owocami chyba zawsze będą nektarynki <3

    OdpowiedzUsuń

Zainspiruj mnie... :)