środa, 10 sierpnia 2016

Recenzje...#23

"Gwiazd naszych wina" John Green,
Wyd. BUKOWY LAS, str. 312,
Ocena: 4/5
Muszę się przyznać, że mam ambiwalentne uczucia, co do tej lektury. Z jednej strony czuję, że mnie porwała, jestem wzruszona, pełna refleksji i smutna, z drugiej zaś strony czuję niedosyt i irytację, nie dowierzam i nie rozumiem. Zapewne jest to zaletą, ze książka wywołuje we mnie sprzeczne emocje, bo przynajmniej mam nad czym rozmyślać, sama chcę więcej zrozumieć i cieszę się, że w końcu sięgnęłam po tę pozycję.


"- To okoliczności - dodała. - Okoliczności uczyniły z niego okrutnika. [...]"

Głównymi bohaterami są: Hazel i Augustus. Młoda, szesnastoletnia dziewczyna chora na raka tarczycy w czwartym stadium i siedemnastoletni chłopak, który prawdopodobnie znajduje się w 80%, którzy pokonali walkę z kostaniakomięsakiem. Poznają się na terapii prowadzonej przez lidera grupy wsparcia- Patricka w Sercu Bożym. Może nie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale na pewno "coś" ich do siebie przyciąga. Hazel wciąż się zastanawia, jak taki przystojny chłopak może się interesować ciałem po sterydach, a August krok po kroku swoją pewnością siebie i inteligencją zdobywa jej serce.


"Po mniej więcej dziesięciu sekundach zaczęło mi się wydawać, że moje płuca stuliły się w sobie niczym kwiaty o zmierzchu.[...]"

Cała historia książki rozgrywa się wokół osób chorych na raka. Poznajemy Isaaca, Carolinę i parę innych osób, które w ich życiu się pojawiły. Wszyscy potrafią z tej choroby żartować, na tyle, na ile pozwala im zdrowy rozsądek. Znają żargon, którym posługują się na co dzień, a który jest czytelnikowi w prosty sposób wytłumaczony. Oprócz choroby jest coś jeszcze: ulubiony autor Hazel- Peter van Houten i jego książka "Cios udręki".

Można by rzec, że książka "Gwiazd naszych wina" to lekka lektura. Szybko się ją czyta, kartki przelatują przez nasze ręce, a słowa układają się w dobrze brzmiące zdania. Nie ma zgrzytu, nierozumienia, bohaterowie mają wszystko to, co mieć powinni, akcja toczy się szybko, gładko, chociaż nie raz napotkamy wyboje, to jednak są nimi problemy bohaterów, a nie trudności pióra autora. Ale to, co na pewno można powiedzieć o książce i historii, która jest w niej ukryta to, to że pozostanie w nas na dłużej, nie ważne czy byśmy tego chcieli czy nie.


"-Ludzie przyzwyczajają się do piękna.
-Ja się do ciebie jeszcze nie przyzwyczaiłem - odrzekł z uśmiechem. Poczułam, że się rumienię. [...]"

Z reguły wiadomo, że każda książka musi kończyć się albo dobrze, albo źle. Często wymyślamy zakończenia, dla niecierpliwych jest szansa, że mogą zajrzeć na ostatnią stronę (jeśli coś, z niej zrozumieją, to chwała Bogu, gorzej, gdy pojawiają się nowe imiona). I tym razem pokusiłam się o wymyślenie zakończenia, postanowiłam, że będę trochę szalona i ... zakończenie się spełniło, a ja nie wiem czy miałam poczuć się z siebie dumna, że rozgryzłam autora, czy ... A nie ważne.

Książka porusza wiele interesujących kwestii, nad którymi warto się po lekturze zastanowić: choroba, kalectwo, niepełnosprawność, miłość rodzicielska, przyjaźń, czas nastoletni, bunt, wolność, ograniczenia, brak tolerancji, empatia lub jej brak, zauroczenie czy śmierć. Wszystko to i wiele innych elementów składowych możemy znaleźć na kartach tej jednej historii, która w pewnej chwili toczy się na dwóch kontynentach.


-Okay - odrzekłam i stuknęliśmy się kieliszkami. Upiłam łyk. Maleńkie bąbelki rozprysły się w moich ustach i ruszyły na północ do mózgu. Słodkie. Świeże. Przepyszne."

To do czego można się doczepić, a może, co tylko mnie przeszkadza, to rozbawiony ton i wszechobecny humor głównych bohaterów. Może sama tak bym się zachowywała, może tak robią wszyscy inni, ale niekiedy, w pewnych sytuacjach nie pasował mi wisielczy humor.

3 komentarze:

  1. Najpierw oglądnęłam film za namową koleżanki, która wychwalała ten twór pod niebiosa mówiąc, że to boskie itp., a później przeczytałam z własnej woli książkę myśląc, że pierwowzór będzie lepszy od ekranizacji. Niektórzy płakali, a ja pozostałam od początku do końca nie wzruszona. Niby rozumiem całą idee tej książki, ale nie urzekła mnie w żaden sposób. Jedyne co z niej zapadło mi w pamięć to cytat ,,Świat nie jest instytucją do spełniana życzeń''. Wydaje mi się, że styl Greena nie jest tym, który w 100% mi odpowiada. Przeczytałam już kilka jego książek (GNW, 19 razy Katherine, Szukając Alaski, Papierowe miasta) i jakoż żadna nie potrafiła wzbudzić we mnie jakiś większych emocji. Czytało się dość lekko, ale to by było na tyle.

    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam podobne odczucia po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony podobała mi się, bo czytało się lekko, przy czym książka porusza ważne i trudne kwestie, ale z drugiej pozostał pewien niedosyt. I, mimo wszystkich zachwytów nad twórczością Greena, "Gwiazd naszych wina" nie spowodowała, ze sięgnęłam po inne jego powieści

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka jakoś mnie nie zachwyciła, nie była jakaś bardzo wciągająca ani fantastyczna. ;) Moim zdaniem ta książka jest dla romantycznych ludzi w którzy coś w tym widzą.
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń

Zainspiruj mnie... :)