piątek, 27 stycznia 2017

#3 "Panika" i "Lot 305"


Samą siebie zaskoczyłam książką Lauren Oliver. Rzadko kiedy pamiętam nazwiska autorów przeczytanych książek, jeżeli czytam więcej niż jedną książkę danego autora to jestem wstanie go zapamiętać, bywa też tak, że książka okazuje się nad wyraz dobra lub totalnie kiepska i wtedy też nazwisko autora zapamiętam. Nie wiedzieć czemu zapomniałam o nazwisku pani Oliver, a przecież uwielbiam trylogię Delirium. Drugim moim zaskoczeniem było to, że postawiłam sobie wobec "Paniki" pewne założenia: książka dla młodzieży, romans, który powinien być tłem, jak zwykle będzie na pierwszym miejscu, naiwność, fantastyka itp. Jakże było moje zdziwienie, gdy książka nie okazała się być fantastyką! W końcu książka dla młodzieży, która opowiada o losach młodych bohaterów, ale bez fantastycznej otoczki - w której zazwyczaj chodzi o walkę o dobro świata.

Książka opowiada o losach czwórki osób: Heather, Nata, Bishopa i Dodge'a. Jednakże narracja jest podzielona na tą ze strony Heather i Dodge'a, to jednak cała czwórka jest ze sobą w pewien sposób związana... łączy ich pewna gra... PANIKA.

Panika jest takim typem gry... który wyzwala w Tobie najprzeróżniejsze uczucia: od strachu po chęć zemsty. Uczestnicy gry muszą być w pewien sposób odważni... a może również przebiegli. Czy uczciwość popłaca? Czy warto ryzykować dla przyjaciół? Stawką w tej grze są pieniądze... bardzo dużo pieniędzy, które pozwolą osobie, która je wygra... wygrać również drugie życie - nie zawsze lepsze od tego poprzedniego, które jest pełne biedy, głodu i brudu. Drugie życie wiąże się z ucieczką z Carp - czyli z miejsca, w którym mieszka czwórka bohaterów.

Panice przewodniczy dwóch sędziów, którzy dla społeczności paniki pozostają anonimowi, to oni wymyślają zadania, tworzą tak zwany tor przeszkód... gracze odpadają, grono się zawęża, a zadania stają się indywidualnymi zmaganiami ze strachem.

Książkę <dosłownie> pochłonęłam w jeden dzień. Chociaż jest to literatura młodzieżowa, to jednak lekkość pióra pani Oliver mnie zaskakuje. Nie ma tam naiwnych opisów, jak to jedni patrzą sobie w oczy, a drudzy ratują świat z piekieł. Wszystko wydaje się być wyważone. Dodatkowo historia porusza takie kwestie jak: rodzicielstwo, miłość, przyjaźń, bezpieczeństwo, alkoholizm, śmierć, chęć zemsty, kalectwo czy bieda.

Tę opinię czytasz na własną odpowiedzialność :)
Jak można "zepsuć" książkę? "Lot 305" mógłby zostać poradnikiem mówiącym o tym, jak NIE PISAĆ KSIĄŻEK. Miałam problem z Hoover, której erotyk nie przypadł mi do gustu - stereotypy... to coś przed czym się wzdrygam. Książka "O czym nigdy nie powiedziała Ci matka" ciągnęła się w nieskończoność, nieciekawe dialogi, fabuła rozciągnięta do granic możliwości... to nic przy tej pozycji. Naprawdę, jeśli nie chcesz sobie popsuć "zabawy" sięgając po tę książkę, to nie czytaj tego, co dalej napisałam... ;)

Byłam pewna, że "Lot 305" to debiut pana Riddle'a... nawet na to po cichu liczyłam, wtedy mogłabym wybaczyć... tę pozycję. Ale nie! nie mogę tego wybaczyć... Głównych bohaterów jest dwóch: Nick i Harper. Poznają się w samolocie lecącym z Nowego Jorku do Londynu, jednakże samolot nie dolatuje na miejsce, pasażerowie i załoga rozbijają się "gdzieś" w Anglii i muszą podołać temu, co ich spotkało. Mamy rok 2014, a więc na pewno ktoś niedługo odnajdzie samolot, cały świat dowie się o tragedii, która ich spotkała. Tak się nie dzieje, nie ma żadnej grupy ratowniczej, a pasażerowie sami muszą pomóc sobie nawzajem. Nick przejmuje dowodzenie, a wszyscy potulnie się go słuchają... ponad 100 osób zgadza się, żeby Nick wydawał im polecenia i tym podobne. Dziwne? Jak dla mnie bardzo, ale wróćmy do innej ciekawej rzeczy... a mianowicie do absurdów, którymi jest WSZECHwiedza głównych bohaterów.

Wydaję mi się, że autor książki przypisał takie cechy głównemu bohaterowi, którymi sam chciałby się odznaczać. Wielka chryzma, odwaga, siła... Cóż, czasem tak bywa, że autor zapędzi się... wszystko da się zrozumieć, szkoda tylko, że to wszystko zaczyna się od pierwszych zdań w książce, które... należą do płci pięknej - Harper.

To co również mi w tej książce nie pasowało to brak jakiegokolwiek napięcia. O ile coś jest niejasne dla czytelnika i mogłoby to budować napięcie... to wcale go nie buduje, ani nie podtrzymuje. W następnym akapicie autor za pomocą głównego bohatera wszystko nam wyjaśnia. Po co? Czemu tak robi? A to wszystko dzięki dialogom, sztucznym zwrotom, porównaniom...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zainspiruj mnie... :)