czwartek, 14 września 2017

CzaroMarownik- mój kalendarz na 2018 rok

Zdarzyła się rzecz taka, że zostałam obdarowana KALENDARZEM. I to nie byle jakim!


Uwielbiam zapisywać przeróżne ważne i mniej ważne informacje, a zapisuję je wszędzie, gdzie się tylko da. Możecie się domyślać, że gubię wszelkie zapiski, albo po prostu one się przede mną chowają :)
W tamtym roku dostałam swój pierwszy kalendarz. Wybrałam ten od p. Beaty Pawlikowskiej. Jak wrażenia? Zapewne i w tym roku bym go kupiła, ale ... mam otrzymać inny, troszkę bliższy moim zainteresowaniom... CzaroMarownik!


Tak, od Agi z bloga: Piórko na biurko, z polecenia, mam otrzymać kalendarz.
Jest to dla mnie wyróżnienie, bo choć nie znamy się, aż tak dobrze, to jak widać trafiła w mój gust.
Dlaczego? Uwielbiam magię! No ile razy mogę powtarzać, że wciąż czekam na list z Hogwartu?!
A tak całkiem serio, to kalendarz jest w 100% skierowany dla kobiet. Oprócz miejsca, gdzie zanotujecie najważniejsze dla Was informacje - urodziny, spotkania, zakupy, pranie itp., wraz z kalendarzem otrzymacie kilka pożytecznych wskazówek. Ja tak lubię, a Ty?
Co jest w nim takiego magicznego? Na przykład to, że znajdziemy w nim bardzo dużo ciekawostek, które dotyczą różnych obszarów naszego życia. Uwielbiam szukać wszelkiego rodzaju porad, wskazówek i tym podobne. Nie wiem czemu tak mam, może to dlatego, że jestem kobietą? :)
W kalendarzu od p. Beaty Pawlikowskiej, każdy dzień miał inne przesłanie. Miało ono nieść ze sobą pozytywną energię, z której miałam czerpać siłę. 
Ciekawe, jak będzie tym razem <3

wtorek, 29 sierpnia 2017

#15 Lokatorka

Okładka: Tak intrygująca, że aż chce się wziąć książkę w rękę. Ta biel, ta niby doskonałość, drzwi... to wszystko ma dużo znaczenie.

Historia i Bohaterowie: Bywa tak, że ludzie są do siebie podobni. Mijasz ich na ulicy i myślisz: "Ale ta kobieta jest podobna do mojej koleżanki". Czy zatrzymujesz się, aby porozmawiać z tą osobą? A może przez resztę dnia zastanawiasz się nad tym, kim jest ta osoba, jak ma na imię, czym się interesuje i gdzie mieszka? Zapewne nie. W tej książce dwie główne bohaterki są do siebie podobne. Emme i Jane  łączy coś jeszcze - miejsce zamieszkania. Piękny dom, prosty, biały, bez zbędnych mebli, bez zbędnych przedmiotów. Jednakże, Jane jeszcze żyje, a Emma... możliwe, że Emma popełniła samobójstwo, a może ktoś ją zabił... ale kto?

Autor: J. P. Delaney urodzony w Ugandzie, to autor opublikowanych powieści, takich jak: "Afrodyzjak", "Ulotny urok kawy" i "Oficer ślubny". Miłośnik podróży, gdzie kosztuje nowych potraw i szuka inspiracji dla własnej twórczości.

Wrażenia: WOW! Gdy zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jakie są moje wrażenia? Spodziewałam się większej petardy, chociaż sam zamysł na historię jest naprawdę dobry. Narracja została poprowadzona dwutorowo: czas przeszły, kiedy wypowiada się Emma i teraźniejszość, wtedy gdy dowiadujemy się, kim jest Jane i co ma wspólnego z Emmą. Plusem jest jakość zbudowanego napięcia. Od samego początku cała historia nabiera tempa, powoli poznajemy nowe wątki, zaczynamy rozmyślać, a może domyślać się "o co tak właściwie chodzi?". W połowie książki zaczęłam "obstawiać" - kto zabił Emmę? I jak rozwinie się historia żyjącej Jane (obstawiałam, że ona również umrze... ale o tym już musicie się sami przekonać :D) Co jest dla mnie minusem? Zakończenie. Jednakże, sądzę, że wielu osobom może się spodobać! Co takiego mi się nie spodobało w tym zakończeniu? Przyznam się, że ono mnie zaskoczyło, nie spodziewałam  się takiego rozwiązania sprawy. I właśnie - owe rozwiązanie; chociaż tak bardzo zaskakujące, wydało mi się najbardziej banalnym zakończeniem, jakie można wymyślić i chyba dlatego, w ogóle się nad nim nie zastanawiałam. Książkę oceniam bardzo wysoko, pod względem wykreowanej historii, dobrze dopracowanych bohaterów - chociaż i tu można by było prosić o więcej, wielowątkowości, co dodaje "smaczku" tej całej historii. Powodów, aby przeczytać tę pozycję jest naprawdę wiele, więc dajcie mi znać, co Wy sądzicie o tej pozycji :)

wtorek, 1 sierpnia 2017

#Książka, dzięki której zacząłem czytać.

Od kiedy czytam? Od zawsze. Pierwsza książka? Nie pamiętam. Szkoda, że już wtedy nie prowadziłam profilu na LubimyCzytac :) Jedyne, co pamiętam to książki o przygodach Krecika, a także to, że wynosiłam pod sukienką książeczki z przedszkola :D Można? Można! A tak na poważnie, to czytam od zawsze. Ciężko byłoby przedstawić Wam pełną listę przeczytanych przeze mnie książek. Od czasu, gdy gdzieś tam zapisuję tytuły, jest o wiele lepiej, a od momentu, gdy prowadzę bloga, to zapamiętuję te tytuły i widzę w jakim kierunku zmierzam. Wiem, co się zmienia, jakie gatunki są moimi ulubionymi, za czym nie przepadam, a z czym jeszcze muszę przeeksperymentować.

Moim ostatnim zaskoczeniem jest LITERATURA WSPÓŁCZESNA. Czemu jest to takim zaskoczeniem? Do tej pory moim ulubionym gatunkiem była typowa obyczajówka. Żadna konkretna autorka czy autor, ważne aby ktoś dziedziczył spadek albo wyjechał za granicę, gdzie pozna swoją drugą połówkę... wszystkie historie mogłyby wyjść spod "pióra" jednego autora i tak właściwie zastanawiam się dlaczego tak długo wytrzymałam czytając wciąż ten sam gatunek?! Co więcej, czasem robiłam sobie przerywnik w postaci kryminału - AGATHA CHRISTIE królowała w mojej bibliotece i to dzięki niej polubiłam ten gatunek. ALE, ALE! Co z tą LITERATURĄ WSPÓŁCZESNĄ? Zdziwiłam się, gdy weszłam na lubimyczytać i przejrzałam swój profil, a dokładnie gdy zobaczyłam, co takiego przeczytałam w ostatnim czasie... i jakie było moje zdziwienie... tak! zaczęłam czytać LITERATURĘ WSPÓŁCZESNĄ, która tak właściwie powinna nosić nazwę KLASYKA LITERATURY. Cieszę się, bo pamiętam, jak ciężko było mi się przekonać by sięgnąć po typową klasykę, o której tak wielu czytelników mówiło czy pisało. Uciekałam od tego, unikałam, jak tylko to było możliwe... aż tu nagle taka zmiana! :)

O jakiej książce dziś opowiem? "Zabić drozda", cóż nie czytałam jej w dzieciństwie, ale jako "świeżak" w LITERATURZE WSPÓŁCZESNEJ chcę Was zachęcić do przeczytania tej książki. Chociaż moja pełna recenzja do tej książki jest tutaj: "Zabić drozda" to pokrótce przedstawię Wam, jakie wrażenia wywarła na mnie ta pozycja. Uwielbiam ukryte znaczenia, symbolikę, tak zwane "drugie dno", czas domysłów i refleksji. "Zabić drozda" nam tego dostarcza, a więc jeśli również to lubicie w książkach... to na co jeszcze czekacie?! Opowieść poprowadzona oczami dziecka jest czymś niesamowitym, a tam gdzie jest to dobrze napisane to przynosi nowe doznania - dlaczego? Dzieci są niewinne, czyste, nieskomplikowane, ich sposób wyrażania się jest prosty, zadają pytania, których nie zada osoba dorosła. Dlatego przedstawienie trudnych tematów oczami dziecka wzmaga problematykę zawartą w wykreowanej historii. Czytając "Zabić drozda" miałam ciarki, czasami się śmiałam, był i czas na refleksję... a co najważniejsze - chciałam więcej. Więcej książek o tej problematyce, więcej historii, które nie są gotowym produktem, który tylko mam skonsumować i o nim zapomnieć, chciałam czegoś, co ze mnie wyciśnie łzy i zmusi do poszukiwania odpowiedzi w głębi samej siebie, czyli chciałam więcej LITERATURY WSPÓŁCZESNEJ.

Czy warto eksperymentować z literaturą? Jak najbardziej. Poszukiwanie nie jest czymś złym, nie raz można się sparzyć... ale co będzie wtedy, gdy poznacie coś tak cudownego, że zaczniecie się zastanawiać: "dlaczego dopiero teraz?!". Możliwie, że do wszystkiego trzeba dojrzeć i każdy z nas musi poczekać na swój odpowiedni czas, aby ten gatunek do niego "przemówił". Ale zamykanie się na wciąż ten sam gatunek... nie jest czymś dobrym, no chyba, że już WSZYSTKIEGO  spróbowaliście i nic już Was nie jest w stanie zaskoczyć... a w to nie jestem w stanie uwierzyć :)